Kontakt z Geek Nerd

Od początku tworzenia tego dzieła duet Snyder Capullo stawiał na klimaty rodem z horroru i thrillera. Teraz serwuje nam zwieńczenie swoich pomysłów w opowieści rodem z post-apo połączonej z horrorem i typowym detektywistycznym superhero. Jak całość wypadła? Zapraszam do recenzji.

Całość rozgrywa się w przyszłości odległej od nas o jakieś dwadzieścia lat. Właśnie w takim świecie budzi się Bruce Wayne, który po przebudzeniu ze zdziwieniem dowiaduje się, że znajduje się obecnie więzieniu Arkham. Problem w tym, że nadal jest młody, jest zdrowy i przede wszystkim nie jest Batmanem. A raczej należałoby powiedzieć, że nigdy nim nie był.

Co tu właściwe się dzieje? Tego nasz bohater będzie musiał się dowiedzieć. By odkryć to, co kryje jego przeszłość, Bruce wyrusza w podróż przez świat zupełnie dla niego obcy, a jednak zaludniony zupełnie nowymi wersjami ludzi, których kiedyś znał: tak wrogów, jak i przyjaciół. W całej tej wyprawie towarzyszy mu zamknięta w słoiku, wciąż żywa głowa Jokera. Głowa, która staje się jego przewodnikiem. Ale były Batman nie ma jeszcze pojęcia  czym tak właściwie przyjdzie mu się zmierzyć. Czy ta przygoda Mrocznego Rycerza stanie się jednocześnie jego ostatnią?

Superbohater budzi się w szpitalu psychiatrycznym i okazuje się, że jego dotychczasowe życie mogło być jedynie wymysłem szalonego umysłu. Któż z nas nie zna tego schematu? To już klisz, którą tylko  w ostatnim czasie w Polsce mogliśmy czytać np. w „Moon Knight” Jeffa Lemiera czy „Wolverine, tom 2” Jasona Aarona, a oni przecież ani nie byli pierwsi, ani najlepsi. Czy Snyder zrobił to lepiej? Nie, ale jego dzieło nie zawodzi, jako dobra rozrywka z Batmanem.

Snyder, podobnie jak przed laty Miller czy Pope, zabiera nas w przyszłość Batmana, z tym że u niego przyszłość wcale może nie być przyszłością. A jednocześnie całość jest równie sentymentalna, co millerowski „Powrót Mrocznego Rycerza” a właściwie nawet bardziej, bo Miller bardziej skupił się na analizie sytuacji społeczno-politycznej, zabawie schematami i przesłaniu. Snyder tymczasem nie ma takich ambicji, chce dostarczyć po prostu dobrej rozrywki i robi to w udany sposób. „Batman: Ostatni rycerz na Ziemi” nie przejdzie co prawda do historii, ale za to każdemu miłośnikowi serii dostarczy niezłych przeżyć.

Najlepsze w całości i tak są jednak ilustracje Grega Capullo. Ten niezapomniany dzięki swojej pracy dla „Spawna”, gdzie przyćmił nawet prace Todda McFarelane’a, artysta znakomicie ożywiał „Batmana” Snydera i to samo robi w tym albumie. Jego kreska jest dopracowana i pełna detali, a całość odpowiednio mroczna i dynamiczna. Wszystko to razem wzięte daje nam dobry, momentami nawet bardzo, komiks z Mrocznym Rycerzem. Przyzwoitą rozrywkę superhero, która ze względu na sentymentalny ton i dziwność rodem z komiksów typu „Headlopper” (żywa głowa!) warta jest uwagi, jeśli jesteście miłośnikami Gacka.

Batman. Ostatni rycerz na Ziemi to komiks obowiązkowy dla wszystkich fanów nietoperka. Polecam, bo nie zawiedziecie się na historii oraz rysunkach. Dziękuję Egmont za możliwość zrecenzowania komiksu.


Ocena: 8,3/10

Udostępnij:

editor

Cześć! Jestem totalnym geekiem. Kocham popkulturę, kosmos i dinozaury. Staram się pisać dla Was właśnie na ten temat. Jeśli w którymś z tekstów znajdziecie coś nie fajnego – dajcie mi znać śmiało!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *