Kontakt z Geek Nerd

Nie lubię klimatów japońskich, samurajów doceniam, jednak wolę europejskich wojowników. A tu proszę produkcja, która połączyła te oba elementy, totalnie mnie wciągnęła.

Trudne czasy rodzą twardych ludzi

Samurajowie. Honorowi wojownicy z japońskich wysp, którzy pobudzają wyobraźnię europejskiego czy amerykańskiego odbiorcy. Idealny materiał na opowieść o obronie ojczyzny przed wrogim najazdem czyż nie?

Jin to młody samuraj, który u boku swego wuja staje do nierównej walki z Mongołami. Niestety siły obrońców nie są zbyt liczne, toteż japońscy wojownicy ulegają liczniejszemu przeciwnikowi. Cudem ocalały z masakry, zostaje wyleczony przez nieznajomą kobietę. Widzi ona w nim szansę dla swojego brata, samotny samuraj postara się ocalić ojczyznę przed wrogiem, który nie zna litości. To tyle, jeśli chodzi o zarys fabularny, albowiem historia choć prosta, jest warta bliższego poznania. Spotkamy tutaj dość wyjątkowe postacie, które zapadają w pamięć. Niektóre wątki są bardzo rozbudowane i aby poznać je dokładnie musimy wykonać kilka misji związanych z danym mieszkańcem wyspy. To powoduje, że zyskują oni głębię, a my zaś poznajemy ich charakter czy motywacje.

Ogromnie szanuje twórców za mocne zarysowanie głównego bohatera. Niejednokrotnie zobaczymy jego wspomnienia, usłyszymy jego rozważania oraz ujrzymy jak w imię ratowania najbliższych, oraz ojczyzny łamie swój kodeks, który prowadził go całe życie. Naprawdę trudno było nie polubić Jina, choć dla większości pewnie będzie typowym “ideałem”, który pragnie uratować wszystkich na swojej drodze. Mnie jednak urzekł zdaniem, iż przydałby mu się wypoczynek w towarzystwie mocnego trunku oraz kobiety… 😉 Ja tu jednak zapełniam tekst kolejnymi literkami, a wy pragniecie poznać, jak działa katana? Otóż… świetnie!

Ghost of Tsushima

Łuk do boju, katana w dłoń, mongoła goń, goń, goń!

Walka jest prosta i błyskawicznie gracz łapie jej podstawy. Mamy lekki i silny atak, przytrzymując poszczególne klawisze, wyprowadzamy kolejne ruchy. Naturalnie Jin uczy się nowych sztuczek i dostaje kolejne gadżety do wykorzystania w trakcie walki. Pojedynki są niezwykle przyjemne i ciekawą mechaniką jest prowokacja. Przed przystąpieniem do jakiegokolwiek starcia z grupą przeciwników, samuraj wzywa oponenta do pojedynku. Wówczas w odpowiednim momencie (atak ze strony przeciwnika) zadaje śmiertelny cios.

Jednakże jeśli zrobimy to zbyt szybko, to wróg zada nam pokaźne obrażenia. Jest to o tyle przydatna mechanika, że nie tylko pozbywamy się jednego (z rozwojem techniki także kolejnych) mongoła, ale zyskujemy hart ducha. Jest to energia, którą wykorzystujemy w do leczenia ran oraz wyprowadzania specjalnych, mistycznych technik z użyciem katany.

Zdobywamy go na trzy sposoby — walcząc, wykonując poprawne prowokacje oraz dobijając przeciwników, których powaliliśmy, ale przeżyli uderzenie ostrza samurajskiego.

Ghost of Tsushima

Z kolei nasz bohater w wyniku zabijania kolejnych mongolskich dowódców odblokowuje nowe style walki. Zapewniają one przewagę nad poszczególnymi rodzajami przeciwników np. w walce z tarczownikami bądź włócznikami. Do tego dochodzą przyjemne gadżety w postaci bomb czy kunai. Są one świetnym dodatkiem i niejednokrotnie ratują nam skórę. Jeśli przeciwnik jest na dachu (bądź jest zbyt daleko, aby chciało nam się podbiegać) możemy wykorzystać łuk.

Dbałość o detale

Oprócz fenomenalnej grafiki (którą każdy recenzent chwali) oraz oprawy dźwiękowej (tak, ją też chwalą) gra kupuje mnie uwagą do detali. I nie mówię o takich rzeczach jak jądra konia reagujące na zimno jak w pewnej grze umiejscowionej na Dzikim Zachodzie. Chodzi mi o smaczki, które zapewne tylko dla mnie się liczą. Zamiast zwykłych cyfr oznaczających poziom mamy system “reputacji”. Od razu przypomniało mi się podobne rozwiązanie z pierwszego Wiedźmina. Przy każdym zdobytym “poziomie” ujrzymy informację, iż “nasza legenda rośnie”. Szczegół, ale uwielbiam takie elementy.

Podobnie jest w kwestii gorących źródeł, które zwiększają nasz poziom zdrowia. Zamiast zwykłego odnalezienia i “zaliczenia” takiego źródła, wybieramy także, nad czym Jin będzie rozmyślał w trakcie kąpieli. Najczęściej rzuca kilka krótkich zdań, ale to także element ukazania charakteru naszego samuraja. Same haiku także układamy jako wiersz naszego autorstwa, jednak gra zawęża nam opcje do wyboru, jeśli chodzi o tematykę czy słowa. Wolę nie wiedzieć co stworzyliby bardziej “pomysłowi” gracze, gdyby pozwolono im na pełną swobodę. Takich smaczków jest w tej grze naprawdę sporo. Odbieram to jako element ogromnej dbałości twórców o świat przedstawiony i samego bohatera. Widać, że twórcy nie tylko pracowali, ale także bawili się przy tworzeniu tej gry, skoro znalazł się czas na dodanie tak przyjemnych detali!

Ghost of Tsushima – produkcja wygląda rewelacyjnie

Prawie perfekcyjny liść wiśni

Ghost of Tsushima otrzymuje wysokie noty, wiele redakcji wystawiło nawet oceny 10/10. Przykro mi, ale totalnie tego nie rozumiem. Owszem gra jest świetna, wciąga i nie jest monotonna. Jednakże to żadna rewolucja w branży gier wideo. Otwarty świat widzieliśmy w dwóch ostatnich odsłonach Assasina czy w Wiedźminie III, opowieść, jest ciekawa, ale i zarazem jest całkowicie klasyczna i niczym wybitnie nie zaskakuje. To walka z najeźdźcą za morza oraz próby uratowania rodziny i ojczyzny. Crafting, prosty system walki czy elementy platformowe to żadna nowość. Gra za to nie ustrzegła się błędów.

A tych jest całkiem sporo. Okazuje się, że “styl podniebny samuraj“ (podskakiwanie w trakcie walki) jest w stanie radzić sobie z każdym typem przeciwnika. Gra traktuje bowiem skok jako formę uniku. Także nie otrzymujemy obrażeń w trakcie skoku, jedynym wyjątkiem są włócznicy. Płachty w namiotach Mongołów także są zabójcze. Gdy przeciwnik podchodzi do niej z nieznanych mi powodów, aktywuje się skrypt skrytobójstwa. Zdarzyło mi się, że w jednym namiocie leżały zwłoki praktycznie całego obozu wroga. Wspominałem coś o głupocie naszych oponentów? Nie? A to już zmierzam do tego, jednak nie ułożę z tego Haiku. Chociaż może jednak spróbuję! Uwaga:

Na pięknej wyspie
Mongołowie inwazję zaczęli
głupcami się okazali.

Niestety AI przeciwników od pierwszych minut gry powala na kolana. Atakują oni bez ładu i składu, potrafią się bezproblemowo zaklinować pomiędzy budynkami. Raz prawie umarłem ze śmiechu, albowiem biegałem wokół jednego z namiotów i przeciwnicy… stracili mnie z oczu. Samuraja w pełnym rynsztunku. Który biegał wokół namiotu. A oni stali obok. Później “mordeczka płachta” pomogła mi zlikwidować cały oddział. Byli na tyle uprzejmi, że stawiali się w kolejce! Łucznicy starają się do ostatniego momentu wypuścić strzałę i nawet nie bardzo są chętni, aby uciekać przed kataną. Idealnie wprost nastawiają swoje mongolskie buziuchny do golonka.

Ghost of Tsushima

Animacje też czasem potrafią “dać do wiwatu”. A tu ostrze przecina w powietrzu, a tu Jin buguje się i w trakcie biegu ustawia ręce idealnie równo wzdłuż ciała. Kilka razy także zdarzyły mi się pomniejsze błędy w animacji naszego wierzchowca bądź naszych rozmówców. Widać także, że dialogi były pisane pod konkretny język (japoński) i twórcom nie chciało się (bądź nie mieli czasu) dopasować mimiki do dialogów w innym języku.

No i ostatni zarzut naturalnie ląduje pod kwestię realiów historycznych. O ile tematyka się zgadza (inwazja Mongołów faktycznie miała miejsce) tak inne aspekty zaczynają kuleć. Nie mówię tutaj o postaciach. Jin z namiętnością stosuje katanę przeciwko wrogom w pancerzach, zasłaniających się tarczami czy nawet nią blokuje uderzenia. Problem w tym, że w trakcie inwazji samurajowie szybko odkryli, że katany są bezużyteczne w regularnej bitwie. Owszem są to niezwykle ostre miecze, ale także są niezwykle delikatne i podatne na uszkodzenia. Dlatego szybko zamieniono je na inne wyposażenie bojowe. A tutaj proszę — mit niezwyciężonej katany wiecznie żywy. Haiku również nie istniało XII-wiecznej Japonii i pojawiło się dopiero kilka wieków później. Jednak kwestia historyczna to bardziej uszczypliwość niż prawdziwy zarzut. Nie widzę nic zdrożnego w drobnym podrasowaniu historii bohaterskiego samuraja.

Warto wybrać się na Cuszimę

Ghost of Tsushima to wspaniałe zakończenie obecnej generacji PlayStation 4. Dostaliśmy fenomenalną grę, która dla mnie osobiście okazała się ogromnym zaskoczeniem. Powiem szczerze, w ogóle nie zwracałem na nią uwagi i z góry zakładałem, że mnie nie zainteresuje. To był olbrzymi błąd! Cieszę się, że los tak chciał, że wpadła w moje ręce. Według mojej prywatnej opinii obok God of War jest to najlepsza gra obecnej generacji od Sony.


OCENA: 8.5

Udostępnij:

editor

Cześć! Jestem totalnym geekiem. Kocham popkulturę, kosmos i dinozaury. Staram się pisać dla Was właśnie na ten temat. Jeśli w którymś z tekstów znajdziecie coś nie fajnego – dajcie mi znać śmiało!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *