Kontakt z Geek Nerd

W 2018 roku serduszko nagle przyspieszyło przy premierze Marvel’s Spider-Man, bo w końcu doczekaliśmy się fenomenalnej gry z udziałem mojego ulubionego ścianołaza. Nie ukrywam jednak, że do kontynuacji podchodziłem nieco sceptycznie. Jakie są moje uczucia po przejściu Marvel’s Spider-Man: Miles Morales?

Serio mam grać tym drugim pajęczakiem?

Nie będę ukrywał – nie polubiłem Milesa w Marvel‘s Spider-Man z 2018 roku. Wydawał mi się taką kopią Petera, która później przejmie po nim walkę z przestępczością i wiecznie spóźnianie się na każde umówione spotkanie. A jednak nie ukrywam, że polubiłem inteligentnego 17-latka w trakcie rozgrywki i naprawdę wciągnęłam się w całą opowieść. Tak słowem wstępu nasz bohater zostaje sam w Nowym Jorku, bo starszy pajęczak musi wyjechać. Naturalnie nie mogło zabraknąć kogoś złego oraz całego spisku, który może doprowadzić… do czegoś groźnego.

I w sumie tyle wam powiem w tej kwestii, bo opowieść nie należy do wybitnych od strony fabularnej, ale jest na tyle fajna, że warto ją poznać bez spoilerów. A cała historia zamyka się w ciągu kilku godzin, więc każdy najmniejszy spoiler może zepsuć wam zabawę. A co z rozgrywką? Nic się nie zmieniła i jest tak samo wspaniała, jak w pierwowzorze. Znów bujanie się na pajęczynie sprawia ogrom frajdy, walka jest ponownie mocno zręcznościowa i rozwijamy nie tylko gadżety, ale także nowe umiejętności naszego pająka z Harlemu.

Okazuje się, że Miles posiada dodatkowe zdolności takie jak bioelektryczność czy kamuflaż, który pozwala mu się ukrywać przed przeciwnika. Można je ulepszać w nowych drzewkach zdolności, a korzystanie z nich daje masę frajdy. Skradanie staje się dużo przyjemniejsze, gdy możemy na kilka sekund zniknąć z pola widzenia przeciwnika i znaleźć bezpieczną kryjówkę gdzieś na suficie. Przy okazji jego włączenie na oczach przeciwnika wprowadza go w zamęt. Z kolei elektryczność to idealne narzędzie do zwalczania grupy przeciwników bądź potężnego uderzenia w większego przeciwnika. Przy okazji ma też ciekawe zastosowanie fabularne.

Jako że człowiek-pająk stawia na finezję, wszelkie niebezpieczne przedmioty w rękach bandytów zadają nam spore obrażenia i dobrze, że ma on pajęczy zmysł, który pozwala nam unikać ciosów oponentów.

Widać, że to inny Spider-Man!

Miles od początku do końca pokazuje, że nie jest kopią Petera. Porusza się całkowicie inaczej, jego odzywki… hmm powiedzmy, że przyda mu się szkolenie z żartowania przeciwnikom w twarz. Świetne jest to, że Harlem pokazuje, że jest tyglem kulturowym, ale w tym pozytywnym znaczeniu. Widzimy tutaj przeróżne twarze, postacie czy kultury. Nasz bohater jako czarnoskóry nastolatek pochodzenia portorykańskiego podkreśla swoją osobowość głównie poprzez muzykę. I to widać, albo raczej słychać. Fabularnie podkreślono także to, że Miles szuka siebie i swojego stylu.

Niestety nowa produkcja Sony nie obyła się bez kontrowersji. W jawny sposób umieszczono tam mural odnoszący się do Black Live Matter czyli ruchu społecznego, który zrodził się po George’a Floyda. Główny bohater nawet dostaje strój nawiązujący do kolorystyki tego ruchu (czarno-żółty). To bardzo niebezpieczny trend, albowiem początkowe demonstracje nie obyły się bez kradzieży oraz niszczenia mienia.I zauważam tu bardzo niebezpieczny trend upolitycznienia gier.

To chyba bardziej DLC niż pełnoprawna gra

Szczerze nie mam pojęcia, czemu twórcy wpadli na pomysł czemu tak małą produkcję wydać jako pełnoprawną grę. DLC do Marvel‘s Spider-Man: The Heist zajęło mi około 8 godzin, Przejście Marvel‘s Spider-Man: Miles Morales zajęło mi około 10 godzin i to na 95% według mojego zapisu! Gra pod każdym względem jest bardziej uboga od oryginału i jedyne czym się wybija to grafika. Mniej strojów, znajdziek czy zadań pobocznych. A co z grafiką?

Na PS4 nie widziałem dużej różnicy pomiędzy produkcją z 2018 roku a jego tegoroczną kontynuacją. Owszem drobne poprawy modeli, lepsze animacje i fajne efekty pogodowe związane ze spadającym śniegiem. I to tyle. Rzekomo na PS5 mamy zobaczyć prawdziwe wodotryski graficzne, ale to mega słaby argument do zakupu. Naturalnie nie jest to zła gra, wszystko tutaj wykonano poprawnie. Jednakże w porównaniu do Marvel‘s Spider-Man, Miles Morales wypada dużo słabiej.

No siema! To lecimy dalej?

Warto było się znów pobujać po sieci

Uwielbiacie Spider-Mana? To warto naprawdę mocno rozważyć zakup Marvel’s Spider-Man: Miles Morales. Jeśli nie jesteście fanatykami bujania się na sieci, to warto na spokojnie poczekać i dobrze się zastanowić, ewentualnie złowić te produkcję na jakieś promocji. Nie dostaniecie tyle godzin zabawy co w produkcji z 2018 roku i tak naprawdę w pełni skończycie tę grę w ciągu jednego weekendu przy konsoli. Moim zdaniem to duży błąd, że wydano to jako pełną grę, a nie jako DLC do poprzedniej gry. Pasowałoby idealnie i nie czułbym, że jest to produkcja skierowana na PS5 tylko dlatego, że brakuje tam w tym momencie dobrych tytułów startowych. Jednakże jeśli zakupicie, to na pewno będziecie zadowoleni. Chciałem napisać, że wracam do bujania się po Nowym Jorku, ale cóż… grę niestety już skończyłem. Pozostaje mi jeszcze dodatkowy tryb Gra+, więc myślę, że znów wskoczę w strój drugiego Spider-Mana.

Udostępnij:

editor

Cześć! Jestem totalnym geekiem. Kocham popkulturę, kosmos i dinozaury. Staram się pisać dla Was właśnie na ten temat. Jeśli w którymś z tekstów znajdziecie coś nie fajnego – dajcie mi znać śmiało!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *