Kontakt z Geek Nerd

Czas w naszym dziale retro wspomnieć o jednych z najlepszych komputerowych RPG – serii Planescape, której jestem wielkim miłośnikiem.

W latach 90, gdy powstawało wiele epickich przygód cRPG każdy gracz mógł wcielić się w bohatera ratującego świat przed wielkim zagrożeniem. Czołowym producentem tamtych czasów było studio Black Isle Studios, którego gry na nasz rodzimy język tłumaczył wydawca CD Projekt S.A., moim zdaniem autor najlepszych polonizacji w dziejach gier. Obok pierwszych dwóch Falloutów oraz serii Icewind Dale, gier legend, dostaliśmy w 1999 roku od tego studia jedną najjaśniejszą perełkę. Ta gra to Planescape: Torment. W 2014 roku wyszła rozszerzona wersja gry, dostosowana do wysokich rozdzielczości.

Osiemnaście lat później, w czasach renesansu gatunku, studio inXile Entertainment, odpowiedzialne między innymi za gry The Bard’s Tale oraz Wasteland 2 i 3 wydaje następce wyżej wspomnianej pozycji – Torment: Tides of Numenera. Jak sugeruje tytuł przenosimy się z zapewne dobrze znanego wszystkim uniwersum D&D do bardziej niszowego systemu RPG – Numenera. Taka zmiana jednak nie szkodzi tytułowi, a wręcz pomaga stworzyć swoją tożsamość.

To co łączy oba tytuły to zerwanie ze schematem ratowania milionów istnień na rzecz wyzwalania jednej duszy – naszego protagonisty.

Zagubiony w Wieloświecie

Gdy byłem jeszcze dzieckiem dostałem w swoje ręce grę Planescape: Torment. Spodziewając się przygody na miarę Bladur’s Gate szybko zweryfikowałem swoje oczekiwania. Już na start dostałem zdefiniowanego bohatera, któremu mogłem co najwyżej przypisać statystyki. Po sekwencji początkowej do protagonisty podlatuje czaszka i zaczyna się dialog. Już wtedy wiedziałem, że to nie będzie „zwykła” przygoda fantasy. Im dalej w las, tym bardziej przygniatał mnie mroczny i brudny klimat gry. Tak więc odstawiłem ją na długie lata, po to, by powrócić do niej jako starszy nastolatek. Nie minął tydzień, jak doszedłem do końcowych napisów a gra zrobiła na mnie takie wrażenie, że od tamtego czasu jest dalej moim numerem jeden.

Dziwność” produkcji wyraża się w wielu aspektach. Konstrukcja świata przedstawionego wykracza poza jakiekolwiek schematy – miasto Sigil, w którym przyjdzie nam przeżyć przygodę, umieszczone zostało WEWNĄTRZ torusa zawieszonego nad skalistą iglicą. Mimo, że miasto umiejscowione jest w centrum całego Wieloświata Dungeons & Dragons, nie jest to miejsce wyidealizowane. Plansze są ciemne, brudne i nienasycone kolorami.

Ostatni Ocalony

Duchowy następca Planescape: Torment, czyli Torment: Tides of Numenera kreuje swój świat odmiennie od swojego protoplasty. Protagonista ląduje w świecie SF, gdzie technologia miesza się z elementami typowymi dla high fantasy. Mechanika gry oparta została na zupełnie innym systemie, walka rozgrywana jest w systemie turowym a podczas rozmów pewne opcje dialogowe wyzwalają rzut kośćmi decydujący o powodzeniu bądź porażce w sztuce perswazji.

Podobnie do poprzedniczki, również tutaj spory nacisk położony jest na niezwykłość świata. Jako, że akcja rozgrywa się w Dziewiątym Świecie, czyli teoretycznie podczas panowania dziewiątej cywilizacji, po świecie rozsiane zostały artefakty, zwane numenerami, oraz niezwykłe budowle poprzednich kultur. Cywilizacje te były znacząco rozwinięte technologicznie. Świat, do którego trafiamy, bezrefleksyjnie korzysta z tych dobrodziejstw, nie mając pojęcia o sposobie ich działania. Na zgliszczach buduje swoją tożsamość, którą odkrywamy w trakcie rozgrywki.

Wspólne mianowniki

Pomimo sporych różnic oba Tormenty są ze sobą bardzo mocno tożsame. Nacisk stawiany jest przede wszystkim na rozwój fabuły, która przedstawiana jest w dużej mierze w postaci ścian tekstu. Siłą obu części jest wspaniała, pełnia polonizacja. Takie podejście przypomina zanurzenie się w interaktywnej powieści. Mnogość opcji jakie możemy podejmować, szczególnie w Numenerze, robi piorunujące wrażenie i pozwala przy każdorazowym ponownym przechodzeniu gry poznać historię z trochę innej perspektywy.

Bohaterowie niezależni są rozpisani z wielką skrupulatnością, posiadają bardzo odmienne osobowości. W Planescape sześcioosobową drużynę (protagonista + pięciu NPC) komponujemy z siedmiu dostępnych bohaterów, jednak wybór „najciekawszej” piątki jest bardzo łatwy (dwóch bohaterów, znajdujących się na skrajach praworządności i chaotyczności, moim zdaniem, nie są domyślnymi członkami drużyny i zostali dodani tylko dla większego urozmaicenia). W Numenerze wybór już nie jest tak oczywisty, co zdecydowanie urozmaici moje kolejne przygody.

Najważniejsze zostawiłem na koniec – obie gry posiadają przeolbrzymią głębię filozoficzną. Utożsamiając się z bohaterami staniemy w oko w oko z ciężkimi zagadnieniami moralnymi, niejednoznacznymi wyborami oraz rozważaniami na tematy egzystencjalne. Każdego, kto szuka trochę innego doświadczenia aniżeli kolejnej przygody w fantastycznym świecie bardzo zachęcam do zapoznania się z oboma tytułami. Na prawdę warto.

Za egzemplarze gier dziękujemy GOG.com

Gry kupicie tutaj:

 

Udostępnij:

author

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *