Kontakt z Geek Nerd

Nigdy nie przypuszczałem, że symulacja korporacji może być ciekawa. Jednak jak się doda do tego różne układy, konszachty z przestępcami oraz możliwość nagłej śmierci robi się ciekawie!

Jak się uczyć to od najlepszych

W 2016 roku premierę miała gra Reigns. Był to symulator monarchy, w którym podejmowaliśmy decyzje w iście tinderowy sposób — w prawo oznacza poparcie przedstawionej decyzji, w lewo dezaprobatę. Proste prawda? Aż zaskakujące, że produkcja okazała się sporym sukcesem, a więc jak widać, proste sterowanie sprawdza się nie tylko w aplikacjach randkowych.

Taką samą mechanikę wykorzystało wrocławskie studio T-Bull w swoim InfiniteCorp. Jednakże nie mamy tutaj do czynienia wyłącznie z klonem Reigns, albowiem polska produkcja ma w swoim rękawie (albo korporacyjnym garniturze) kilka niezłych asów.

Trafiamy do miasta osadzonego w przyszłości o nazwie Babylon-6. Pracujemy w korporacji, której celem jest maksymalizacja zysków, nie zawsze z uwzględnieniem odpowiedzialności za klienta. Jak na złość nie jesteśmy szeregowym pracownikiem korporacji, a menedżerem niskiego szczebla. Co za tym idzie, na nasze dłonie nieustannie patrzą poszczególne grupy, czyli Elity, Obywatele, Media, Ochrona i Syndykat. Naturalnie każdej zależy na czymś innym. Niekoniecznie dobro obywateli pozytywnie wpłynie na naszą ocenę ze strony zarządu głównego. A ich opinia jest bardzo ważna, albowiem to on ocenia nas każdego tygodnia naszej pracy. Jednak hej, jeśli przeżyjemy odpowiednio długo, otrzymamy awans! I kolejnych kilkanaście problemów…

Wciągająca zabawa w korporacji

InfiniteCorp ma ogromny dar przyciągania. Rozgrywka mechanicznie jest prosta, ale bardzo wciąga. Czasami jedna decyzja zaowocuje kolejnymi w niedalekiej przyszłości. Czasem otrzymany przedmiot aktywny lub pasywny, a te są zwykle kluczowe, aby przetrwać w korporacyjnej walce o wpływy. Zwłaszcza gdy oddziaływają na jedną z grup. Dostanie łapówki od przestępców to kusząca opcja, ale ochrona takowego działania nie pochwali.

A jeśli ich poparcie spadnie do zera… cóż. Możemy dostać kulkę. Albo zostać zwolnieni. Ewentualnie doznamy “wypadku”. Opcji zejścia ze sceny korporacyjnej jest kilka i tylko od nas zależy czy nasz protagonista przeżyje codzienną walkę. Dodatkowo możemy powiększać swój prywatny majątek, a ten nie tylko podnosi nasze samozadowolenie z siebie, ale może nas uratować w kluczowych momentach (np. zapłacenie kary za utrudnienia administracyjne).

Idealna w momencie oczekiwania

Produkcja T-Bull idealnie sprawdza się w trakcie krótkich przerw bądź momentów oczekiwania. Niestety przy dłuższych posiedzeniach robi się także nużąca. Już po dwóch godzinach znamy konsekwencje poszczególnych działań oraz efekty przedmiotów. Na szczęście twórcy dodali dodatkowe postacie, którymi można rozpocząć grę, a to trochę wywraca rozgrywkę do góry nogami.

InfiniteCorp to świetna produkcja mobilna, którą należy dawkować w małych ilościach. Wówczas gości na telefonie bardzo długi czas i uprzyjemnia nam podróż komunikacją miejską lub inne chwile, gdy akurat nie mamy co robić. A cena produkcji od T-Bull wynosi kilkanaście złotych i to będą naprawdę dobrze zainwestowane pieniądze.


Ocena: 8 / 10

Udostępnij:

editor

Cześć! Jestem totalnym geekiem. Kocham popkulturę, kosmos i dinozaury. Staram się pisać dla Was właśnie na ten temat. Jeśli w którymś z tekstów znajdziecie coś nie fajnego – dajcie mi znać śmiało!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *