Kontakt z Geek Nerd

„Jeśli kopiować to od najlepszych” mówi porzekadło, które chyba zbyt często wykorzystują twórcy gier. Jednakże w przypadku Monster Crown powielanie schematu wyszło całkiem nieźle!

Kolorowo, ale całkiem poważnie

Monster Crown jest bardzo podobny do gier w oswajanie potworów z czasów Game Boya, takich jak Pokémon czy Dragon Warrior Monsters. Zaczynamy jako nastoletni chłopak (bądź dziewczyna) i żyjemy sobie na farmie, pomagając swojemu ojcu. Gra rozpoczyna się od samouczka, w którym nauczysz się, jak walczyć z wrogami i chwytać potwory, zawierając z nimi pakty. Zamiast pokeballi rzucamy potworkowi w twarz dokumentami, ten je podpisuje z radością. Co w zamian zyskuje? Wikt, opierunek i względne bezpieczeństwo.W sumie zabawna sprawa, ale idealnie wpisująca się w świat przedstawiony. Później wybieramy naszego pierwszego stworka i ruszamy w drogę! Złap je wszystkie! Znaczy… podpisz pakty ze wszystkimi czy jakoś tak.

W trakcie rozgrywki okaże się, że nasz bohater wpląta się w nieprzyjemną opowieść o tym, że ktoś próbuje podporządkować sobie cały świat. Jak to zwykle na herosa bywa, to my będziemy musieli powstrzymać antagonistę. Przy okazji poznamy mroczne sekrety ukryte w lasach i dolinach Crown Island. Jednakże tutaj poruszane są dużo trudniejsze tematy takie jak kłusownictwo i zniewolenie potworów zamieszkujących świat gry.

Pobawimy się w inżynierię genetyczną!

Jeśli graliście w pierwsze wersje kieszonkowych potworków, to tutaj rozgrywka wygląda dokładnie tak samo. Dla niewtajemniczonych już wyjaśniam. Poruszamy się po mapie, na której radośnie wędrują sobie poke… eee potwory. Jednak zamiast rozmowy kwalifikacyjnej musimy takowego delikwenta najpierw odpowiednio “zachęcić” uszczuplając jego pasek życia w trakcie walki. Następnie wyciągamy wspomniane dokumenty i zachęcamy do złożenia podpisu. Mamy także dostęp do wielu przedmiotów użytkowych, które nabędziemy u rozlokowanych w świecie gry kupców. Gracz może także krzyżować i łączyć ponad 200 podstawowych potworów, aby stworzyć własny nowy gatunek. To nie tylko rozwija ich zdolności, ale także znacząco zwiększa ich możliwości w trakcie bitwy.

Ogólna estetyka Monster Crown jest zdecydowanie hołdem dla produkcji, które ukazywały się na Game Boy Color. Jednakże widać, że kolorystyka bywa trochę nierówna, a nasza postać i potwory są bardzo zainspirowane 8-bitami, a z kolei świat ma bardziej 16-bitowy styl. Taki kontrast momentami wygląda dziwnie, ale można się do tego przyzwyczaić. A w tle przygrywa typowa dla tej stylistyki muzyka. Jest ona całkiem przyjemna i można ją znaleźć na YouTube.

Dobry kawałek retro grania

Monster Crown to całkiem przyjemny powrót do zbierania potworków w starym stylu. Gra potrafi wciągać na długie godziny i bawiłem się przy niej świetnie. Czy to kopia pokemonów? Oczywiście! Jednakże ta produkcja próbuje też kilka nowych rozwiązań i kładzie nacisk na bardziej dojrzałą fabułę. Jestem ciekawy czy przy pełnej wersji twórcy nas czymś zaskoczą. Mam nadzieję, że tak! Premiera już za kilka dni – 31 Lipca!


Minimalne wymagania

  • System operacyjny: Windows 10, 8.1, 8 lub 7
  • Procesor: Intel lub AMD
  • Pamięć: 2 GB RAM
  • Karta graficzna: Zintergrowana karta graficzna
  • DirectX: Wersja 9.0
  • Sieć: Szerokopasmowe połączenie internetowe
  • Miejsce na dysku: 2 GB dostępnej przestrzeni
Udostępnij:

editor

Cześć! Jestem totalnym geekiem. Kocham popkulturę, kosmos i dinozaury. Staram się pisać dla Was właśnie na ten temat. Jeśli w którymś z tekstów znajdziecie coś nie fajnego – dajcie mi znać śmiało!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *