Kontakt z Geek Nerd

Doom czyli pradziadek współczesnych FPS-ów, gra, która odcisnęła piętno nie tylko na swoim gatunku lecz na całej branży gier w ogóle. To, co Mario zrobił dla gier 2D, Doom zrobił dla całego swojego gatunku. Gdyby nie piekelna strzelnka, gry FPS wygądałyby dzisiaj zapewne zupełnie inaczej.

Ale zacznijmy od początku. Doom narodził się w czasach, gdy gry z tzw. widokiem z oczu (jak lubiłem je sam nazywać będąc dzieciakiem) nie były czymś powszechnym. Z reguły twórcy stawiali na bezpieczne projektowanie gier. Mieliśmy widoczną postać gracza a level design był bardzo prosty i przejrzysty. Jednak ID Software Doom był inny – oferował bardzo złożony projekt całości i nie liniowe poziomy pełne różnych ukrytych dróg oraz sekretów. No i do tego gra była bardzo mroczna i krwawa jak na tamte czasy (Pamiętajmy przy tym że gra powstała w 1993 roku). Nie można zapomnieć też o tym, że Doom był protoplastą koncepcji trybu Deathmatch, który to po dziś dzień jest nadal najbardziej popularnym trybem gry w pierwszoosobowych strzelankach.

John Carmack współzałożyciel studia wspominał w jednym z wywiadów, że gdy dorastał w latach osiemdziesiątych kino i popkultura była zdominowane przez gatunki horroru i science-fiction. Był to idealny okres na powstanie gry o takiej tematyce. Sam Carmack wspominał, że duży wpływ na projekt tytułu miały filmy Evil Dead 2 (Martwe Zło 2) oraz Aliens (Obcy: Decydujące Starcie).

Pierwszy Doom ujrzał światło dziennie 10 Grudnia 1993 roku. Studio ID Software potrzebowało tylko 9 miesięcy na stworzenie tej produkcji, co z dzisiejszej perspektywy wydaje się absurdalnie krótkim okresem tworzenia gry. Doom wyprzedzał swoją epokę nie tylko wspomnianym wcześniej level desginem ale i samą rozgrywką. Owszem mieliśmy wcześniej Wolfenstein 3D, jednak była to produkcja dość bezpieczna, w której strzelaliśmy do nazistów, natomiast Doom był, jak już wspominałem wcześniej, bardzo krwawy i rozbudowany. To dzięki niemu przez dłuży czas określano gry z tego gatunku jako „doomo-podobne

Pierwsza część popularnej serii sprzedała się w ponad 10 milionach kopii i była na ustach wszystkich fanów elektronicznej rozrywki. Światowe media wzięły tytuł na celownik i zachwycały się całością podobnie jak zrobiły to z Mortal Kombat, które miało premierę rok wcześniej. Doom przez media obwiniany był o promowanie brutalności i agresywnego zachowania wśród młodzieży, co oczywiście przynosiło grze więcej szumu i popularności.

Ja osobiście pierwszego Dooma pamiętam jak przez mgłę. Byłem małym dzieciakiem i były to czasy, gdy treści znajdujące się w grach video dopiero zaczynały interesować większe (często starsze) grono odbiorców, niż tylko graczy. Warto tuta wspomnieć że to właśnie Doom i Mortal Kombat przyczyniły się do powstania klasyfikacji ESRB (Entertainment Softare Rating Board – organizacji, która nadaje klasyfikacje wiekową grom komputerowym). Najczęściej rodzice kompletnie nie mieli pojęcia wtedy (w sumie i dzisiaj – red.) co jest wyświetlane na monitorze ich pociech. Mi jednak Doom-a (zresztą również i Wolfenstaina) pokazał mój tata przez co zaszczepił mi pasje do gier video, wielką miłość do Gwiezdnych Wojen i ogólnie Science-Fiction. Ale to już temat na osobny artykuł.

A poźniej pojawił się sequel, który całkowicie zDOOMinował gatunek. Następca został wydany 10 Października 1995, dokładnie 10 miesięcy po premierze pierwowzoru.

Doom 2:Hell on Earth został zaprojektowany w myśl zasady – jeszcze więcej, jeszcze mocniej i jeszcze krrrrrwawiej. Ponownie wcielaliśmy się w postać bezimiennego marine, który tym razem rozwala hordy demonów na tytułowej Ziemi. Gra graficznie nie różniła się od poprzednika, natomiast nadrabiała całość jeszcze większą złożonością poziomów. Osobiście z Doom-em 2 spędziłem o wiele więcej czasu niż z jedynką. Pamiętam, jako nastolatek często wracałem do tej produkcji z sentymentu i sympatii do całej marki i muszę zdecydowanie stwierdzić, że dwójeczka była zdecydowanie trudniejsza niż jej poprzedniczka. Dodano też bardziej zróżnicowanych (ikonicznych!) przeciwników, takich jak chociażby Mancubus czy słynny szkielet z jet-packiem Revenant.

Póżniej w 1995 roku pojawił się Final Doom. Był zlepkiem dwóch wydanych wcześniej samodzielnych dodatków, TNT: Evilution oraz The Plutonia Experiment. Owe rozszerzenia zawierały nowe poziomy, tekstury oraz muzykę. Następnie w 1997 roku zobaczyliśmy Doom 64. W tym czasie grafika w opisywanej serii była już mocno przestarzała a popularność konsoli Nintendo 64 na zachodzie pięła się w górę. Nadszedł czas na zmiany. ID software zleciło kolejną część gry. Był to właśnie Doom 64, który jest sequelem dwójeczki. Produkcja została stworzona przez inne studio – Midway Games, lecz całość prac była nadzorowana przez ojców marki.

Osobiście nie miałem okazji grać ani w Final Doom ani w Doom 64, ale spędziłem za to wiele godzin przy następnej odsłonie, którą był Doom 3.

Minęło 7 lat od wydania Doom 64. Technologia poszła mocno do przodu, tak jak i sam rynek gier komputerowych. Doom 3 miał wykorzystywać wszystkie nowinki graficzne. Oprawa miała być bardziej realistyczna z bardzo dużym naciskiem na efekty cieni i światła. Tytuł miał być również o wiele bardziej mroczny, podkreślając horrorowy rodowód marki. I przyznam, że gdy po praz pierwszy odpaliłem grę, to faktycznie włos się jeżył na głowie. Co prawda całość była pełna skryptów ale mieliśmy tam wszystko – migające zepsute światła w korytarzach (pamięta ktoś grę F.E.A.R ?) złowieszcze cienie, porozrywane zwłoki oraz niepokojące dźwięki. Jak dla mnie klimat był oszałamiający. Odnosiłem wrażenie, że produkcja była bardzo podobna do kampanii marine z Aliens Vs Predator 2 z 2001 roku. W grze dało się bardziej odczuć klimat survival horroru niż rasowej strzelanki.

Mroczny, wręcz zatrważający klimat dało się odczuć na każdym kroku. No i do tego naprawdę genialna muzyka. Jednak niektórzy fani Doom-a byli mocno rozczarowani. Ta odsłona dała graczom o wiele mniej akcji i strzelania a więcej skradania i starania się o przetrwanie. Gra o wiele bardziej stawiała na klimat i poczucie zaszczucia, swoistego zagrożenia.

No chodź sku***nu!

Doom 3 opowiadał historie placówki badawczej na marsie, która eksperymentowała z międzywymiarowymi portalami do piekła. No i oczywiście jak to w takim przypadku, coś poszło nie tak. Ponownie, jak w poprzednich częściach, znowu graliśmy jako bezimienny, ocalały marine, który ma powstrzymać inwazję piekieł. Fabułę zagłębialiśmy przez czytanie notatek i wpisów na komputerach pracowników stacji. Pierwszy raz w historii serii mieliśmy tak zwany voice acting i postaci poboczne z którymi mogliśmy wchodzić w interakcję. Nacisk na historię był tutaj o wiele większy.

Klasyczni przeciwnicy z poprzednich dwóch odsłon dostali nowe życie za sprawą świetnych modeli. Nie było tutaj wiele nowych przeciwników, ale koniecznie muszę wspomnieć o demonicznych dzieciach – gdy spotkałem je po raz pierwszy serce zabiło zdecydowanie mocniej.

Bez trudu można było też rozpoznać typowe dla tej serii uzbrojenie głównego protagonisty. Od shootguna po BFG. Niestety nazwa broni BFG została w tej odsłonie zmieniona ze wzgędu na cenzurę. W oryginale mieliśmy BFG jako Big F*cking Gun natomiast tutaj było to Bio Force Gun. Niby nie wiele znacząca zmiana ale jednak smuteczek. Gra dostała dodatek w 2005 zatytułowany Doom 3: Resurrection of Evil. Zawierał on nową historie, która działa się 2 lata po wydarzeniach z podstawki. Doom 3 jak i dodatek posiadały naprawdę niesamowitą, jak na tamte czasy grafikę i design. ID Software znów udowodniło, że nie maja sobie równych. Chciałbym tutaj wspomnieć jeszcze o filmie Doom z 2005. Napisze tylko tyle, że powstał. Szkoda klawiatury na rozpisywanie się. Oglądajcie na własną odpowiedzialność.

Minęło trochę czasu. ID Software na QuakeCon w 2007 zapowiedziało kolejną odsłonę serii. Mojej radości nie było końca. Gra miała porzucić klimat horroru i wrócić do korzeni. Znowu mieliśmy dostać grę pełną strzelania! Akcja miała toczyć się na ziemi gdzie do naszego zadania należało odpieranie armii demonów wraz z innymi ocalałymi. W internecie jest dostępny zwiastun i fragmenty rozgrywki z wersji 1.0 oraz kilka screenów.

W roku 2009 ID Software zostało jednak wykupione przez Bethesde. Twórcy obiecywali że nie będzie miało to żadnego wpływu na postęp pracy nad kolejną częścią serii. Póżniej nastał długa cisza. Cisze tą przerwał serwis Kotaku jak i niektóre wpisy na Reddicie (choć nie każdy brał je na poważnie). Według Kotaku prace nad grą były zawieszone. Bethesda zabrała głos i potwierdziła że dotychczasowy koncept jak i prace nad grą zostały wyrzucone do kosza i proces zaczął się od zera. Oj smutne to były czasy. Nie byłem zadowolony (jak pewnie i tysiące innych graczy).

W końcu rok 2016 przyniósł nam wieści o reboocie serii pod skrzydłami Bethesdy.

Był to strzał w dziesiątkę! Tak jak oryginale, dostaliśmy ponownie świetny level design oraz genialny heavy metalowy soundtrack. W odróżnieniu do poprzedniczki, nie było tutaj żadnych elementów grozy. Mieliśmy czystą akcję ze świetną nową mechaniką, tzw. Glory Kills, która pozwalała na wyjątkowo brutalne eliminowanie przeciwników. Gra była po prostu szalenie wciągająca i do tego piękna. Posiadała też mnóstwo sekretów i naprawdę genialne easter eggi. Wspomnę tutaj chociażby o klasycznym pixelowym poziomie, który można było odblokować wraz z postępami. Tytuł ukazał się również na przenośnego Switcha, przez co pograć możemy również w podróży. Brutalne mordowanie hord demonów jeszcze nigdy nie było tak satysfakcjonujące.

Ostatnią odsłoną serii jak dotąd był Doom Eternal wydany stosunkowo niedawno, bo w Marcu tego roku. Formuła poprzedniczki została ulepszona. Gra miała więcej elementów zręcznościowych, które mocno podzieliły graczy. W tej części musieliśmy dobierać uzbrojenie pod typ przeciwnika z którym akurat przyszło nam walczyć. Tytuł był dość trudny i wymagał kombinowania. Nie dało się od tak gnać przed siebie ze strzelbą no i dostaliśmy też (moim zdaniem) świetną mechanikę linki z hakiem. Średnia 87 punktów na Metacritic udowodniła, że Bethesda wie co robi. Mam nadzieje że będą kontynuować ten trend, tym bardziej, że lada moment dostaniemy kolejną generację konsol, która aż prosi się o radosne siekanie demonów. Jedno jest pewne: Doom przeżywa obecnie drugą młodość.

A na koniec: tak jak mój tata pokazał mi Dooma jako dzieciakowi, tak i ja mam nadzieje w przyszłości zrobić to samo będąc ojcem (oczywiście jak dzieciak podrośnie na tyle, aby móc patrzeć na lejące sie flaczyska z potworów hue hue)


Gry z serii Doom kupicie tanio na GOG.com

Udostępnij:

editor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *